DZIŚ

Jaki dzień chcemy dziś obchodzić? Uzupełnij nasz kalendarz!

Życie po życiu Anny Sz.

Na tle zachodnich „trzecich sektorów”, polski jest stosunkowo młody. W działalność pozarządową angażują się przede wszystkim ludzie młodzi. Nieczęsto spotyka się takich, jak Anna Szelest, która w pozarządówce przeżywa swoje życie po życiu. Prezentujemy drugi artykuł z cyklu przedstawiającego ludzi związanych z trzecim sektorem.

Wiadomość archiwalna

A A A

Anna Szelest

Jedna z konferencji jakich wiele w środowisku pozarządowym na temat współpracy z samorządem. Znamienici paneliści, reprezentujący jedną i drugą stronę. Wśród nich – pani w średnim wieku, krótkie włosy przyprószone siwizną, na salę weszła podpierając się laską, uważnie słucha co mają do powiedzenia przedmówcy. Znający ją słuchacze panelu, z zaciekawieniem czekają na jej wystąpienie. Anna Szelest znana jest w środowisku z kontrowersyjnych poglądów. Można się z nimi nie zgadzać, ale jednocześnie trudno je całkowicie lekceważyć. Na to nie pozwala osobowość pani Ani.
 

– To jest ważna postać w środowisku – mówi Kuba Wygnański. – Powiedzieć o niej, że jest sumieniem trzeciego sektora to może za dużo, ale na pewno potrzebny jest ktoś taki, kto nam czasami powie coś, czego może byśmy nie chcieli usłyszeć.

– Cenię jej konsekwencję i wyrazistość poglądów. Nie zmienia zdania tak łatwo, choć często uważam, że nie ma racji. Upiera się przy swoim. Często jest to powodem kłótni i oskarżeń z jej strony i to mi się nie podoba. Jest bardzo krytyczna, aż czasami niesprawiedliwie. Czasem lekceważy zdanie innych, twierdząc, że to głupie. Była mocno nieufna. Nie lubiła „Warszawiaków” i często dawała temu wyraz. W momentach już dość głębokiego sporu, Ania zawsze mówiła, że nic nie rozumiemy, bo ludzie na Śląsku są zupełnie inni niż gdziekolwiek – tak swoją koleżankę charakteryzuje Jerzy Boczoń, prezes Sieci Wspierania Organizacji Pozarządowych SPLOT.

SPOŁECZNIKOWSKI GEN
Anna Szelest do pozarządówki trafiła dość późno, chociaż sama mówi, że ducha społecznikowskiego i lewicową skazę genetyczną odziedziczyła po przodkach, wśród których można się doszukać Aleksandry Jentysówny, działaczki ruchu robotniczego i miłości Ludwika Waryńskiego. Nie trzeba jednak szukać tak daleko.
– Moja mama była społecznicą, działała w środowisku twórców amatorów – wspomina pani Anna. – Wychowywałam się wśród ludzi, którzy na co dzień ciężko pracowali w kopalniach albo hutach, a po pracy spotykali się, żeby robić coś zupełnie innego. To, że mamy wiecznie nie było w domu, mnie kojarzyło się z czymś fajnym, bo często zabierała mnie ze sobą na różne spotkania, wystawy, plenery.

źródło: inf. własna
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!

SKOMENTUJ

Uwaga, komentarz pojawi się na liście dopiero po uzyskaniu akceptacji moderatora.

znikajacy komentarz - 2006-07-31, 12:21
Fantazjujecie - 2006-07-27, 21:29
Halo, redaktorzy!!!! - 2006-07-25, 13:33
Redakcja www.ngo.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.