DZIŚ
Jaki dzień chcemy dziś obchodzić? Uzupełnij nasz kalendarz!
PODOBNE WIADOMOŚCI
- Ludzie sektora: Iza Rutkowska » (03.02.2012)
- Uwolnić książki od kurzu i zapomnienia » (31.01.2012)
- Ludzie sektora: Jacek Wnuk » (13.01.2012)
- Ludzie sektora: Maria Holzer » (30.12.2011)
- Dobro powraca » (23.12.2011)
- Maria Ewertowska. Wolontariat po pięćdziesiątce » (23.12.2011)
Życie po życiu Anny Sz.
Na tle zachodnich „trzecich sektorów”, polski jest stosunkowo młody. W działalność pozarządową angażują się przede wszystkim ludzie młodzi. Nieczęsto spotyka się takich, jak Anna Szelest, która w pozarządówce przeżywa swoje życie po życiu. Prezentujemy drugi artykuł z cyklu przedstawiającego ludzi związanych z trzecim sektorem.
Jedna z konferencji jakich wiele w środowisku pozarządowym na temat współpracy z samorządem. Znamienici paneliści, reprezentujący jedną i drugą stronę. Wśród nich – pani w średnim wieku, krótkie włosy przyprószone siwizną, na salę weszła podpierając się laską, uważnie słucha co mają do powiedzenia przedmówcy. Znający ją słuchacze panelu, z zaciekawieniem czekają na jej wystąpienie. Anna Szelest znana jest w środowisku z kontrowersyjnych poglądów. Można się z nimi nie zgadzać, ale jednocześnie trudno je całkowicie lekceważyć. Na to nie pozwala osobowość pani Ani.
– To jest ważna postać w środowisku – mówi Kuba Wygnański. – Powiedzieć o niej, że jest sumieniem trzeciego sektora to może za dużo, ale na pewno potrzebny jest ktoś taki, kto nam czasami powie coś, czego może byśmy nie chcieli usłyszeć.
– Cenię jej konsekwencję i wyrazistość poglądów. Nie zmienia zdania tak łatwo, choć często uważam, że nie ma racji. Upiera się przy swoim. Często jest to powodem kłótni i oskarżeń z jej strony i to mi się nie podoba. Jest bardzo krytyczna, aż czasami niesprawiedliwie. Czasem lekceważy zdanie innych, twierdząc, że to głupie. Była mocno nieufna. Nie lubiła „Warszawiaków” i często dawała temu wyraz. W momentach już dość głębokiego sporu, Ania zawsze mówiła, że nic nie rozumiemy, bo ludzie na Śląsku są zupełnie inni niż gdziekolwiek – tak swoją koleżankę charakteryzuje Jerzy Boczoń, prezes Sieci Wspierania Organizacji Pozarządowych SPLOT.
SPOŁECZNIKOWSKI GEN
Anna Szelest do pozarządówki trafiła dość późno, chociaż sama mówi, że ducha społecznikowskiego i lewicową skazę genetyczną odziedziczyła po przodkach, wśród których można się doszukać Aleksandry Jentysówny, działaczki ruchu robotniczego i miłości Ludwika Waryńskiego. Nie trzeba jednak szukać tak daleko.
– Moja mama była społecznicą, działała w środowisku twórców amatorów – wspomina pani Anna. – Wychowywałam się wśród ludzi, którzy na co dzień ciężko pracowali w kopalniach albo hutach, a po pracy spotykali się, żeby robić coś zupełnie innego. To, że mamy wiecznie nie było w domu, mnie kojarzyło się z czymś fajnym, bo często zabierała mnie ze sobą na różne spotkania, wystawy, plenery.










